Arts >> Sztuka i rozrywka >  >> Książki >> Fikcja

Pamiętnik Cwaniaka 11?

Pamiętnik Cwaniaka:Wielka ucieczka (czyli jak Greg Heffley utknął z bandą kujonów)

Dzień 1

Kurczę, lato jest do bani. Wszyscy moi przyjaciele albo są na wakacjach, albo są zajęci „letnią pracą”, która w zasadzie jest po prostu chwalebnymi obowiązkami. Siedzę w domu z Rowleyem i moim irytującym młodszym bratem Mannym, który najwyraźniej odkrył sztukę irytowania mnie na zupełnie nowym poziomie.

Moja mama, pobłogosław jej serce, zdecydowała, że wszyscy powinniśmy „zjednoczyć się jako rodzina”, wybierając się w podróż, aby odwiedzić mojego dziadka. Mieszka w maleńkim miasteczku zwanym „Pleasantville” – co, szczerze mówiąc, brzmi jak koszmar. Najwyraźniej jest tu mnóstwo zajęć „przyjaznych rodzinie”, co w zasadzie oznacza brak gier wideo i internetu. Już się tego boję.

Najgorsza część? Utknęłam na tylnym siedzeniu z Rowleyem i Mannym. Rowley jest fajny, ale Manny to dosłownie demon w przebraniu. Ciągle kopie moje krzesło i zadaje irytujące pytania typu:„Czy już tam jesteśmy?”

Dzień 2

Dotarliśmy do Pleasantville. Jest dokładnie tak nudno, jak sobie wyobrażałem. Wszystko jest czyste i idealne, jakby ktoś postanowił zbudować miasto na podstawie zdjęcia stockowego. Jedyne ekscytujące miejsce, jakie do tej pory znalazłem, to zakurzony stary salon gier, ale wszystkie gry pochodzą z lat 80-tych.

Ale mój dziadek wydaje się całkiem miły. Jest emerytowanym nauczycielem i uwielbia opowiadać historie o swoich „dniach chwały”, gdy był „młodym biczem”. Jestem prawie pewna, że ​​próbuje sprawić, żebyśmy docenili prostsze czasy, ale ja tego nie kupuję.

Dzień 3

Dzisiaj był „Dzień rodzinnej zabawy” podczas corocznego „Summerfest” w Pleasantville. Poszliśmy na „pokaz klasycznych samochodów” (w zasadzie tylko stare, zardzewiałe samochody), obejrzeliśmy „przedstawienie teatru społecznościowego” (było tak źle, że Rowley i ja prawie wyszliśmy) i zjedliśmy „lody rzemieślnicze” (które w zasadzie smakowały jak roztopiony cukier).

Jedyną dobrą częścią była wystawa „Escape Room”. Właściwie było całkiem fajnie, mimo że wszyscy byliśmy zamknięci w pokoju z grupą innych dzieci. Jestem jednak pewien, że jako jedyni nie dotarliśmy przed upływem limitu czasu.

Dzień 4

Mój dziadek zdecydował, że powinniśmy spędzić dzień w „Centrum Nauki Pleasantville”, które w zasadzie jest po prostu chwalebnym muzeum pełnym zakurzonych eksponatów. Byłem niesamowicie znudzony, dopóki nie spotkałem dziewczyny o imieniu Jessica, która była jeszcze bardziej znudzona ode mnie. Skończyło się na tym, że spędziliśmy cały dzień rozmawiając o grach wideo i uciekając od nudnych „spraw naukowych”.

Jessica jest fajna. Interesuje się tym samym co ja i jest całkiem zabawna. Myślę, że mógłbym mieć u niej szansę. Może Pleasantville wcale nie jest takie złe.

Dzień 5

Mój dziadek zabrał nas dzisiaj do tego „sklepu z komiksami w stylu vintage”. Jest całkiem fajny i mam kilka fajnych komiksów, których szukałem. Jessica też tam była i spędziliśmy cały dzień rozmawiając o komiksach i dzieląc się historiami o naszych ulubionych bohaterach.

Mój dziadek kupił mi nawet stary komiks „Archie”. Zdziwiłem się, ale faktycznie wyszło całkiem zabawnie. Może Pleasantville wcale nie jest takie złe.

Dzień 6

Jutro wyjeżdżamy z Pleasantville. Właściwie trochę mi smutno, że muszę iść. Jessica przyjedzie mnie odwiedzić w mieście w przyszłym tygodniu, co jest niesamowite.

Nauczyłem się czegoś tego lata. Nigdy nie wiesz, co znajdziesz, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Myślałem, że Pleasantville będzie koszmarem, ale okazało się, że było całkiem fajnie. I poznałem dziewczynę, która jest naprawdę fajna.

Może moja mama miała rację. Może jednak rodzinne wakacje nie są takie złe.

P.S.

Nie mów mojej mamie, ale w tajemnicy lubiłem „lody rzemieślnicze”. Nie będę kłamać, było całkiem nieźle.

Fikcja

Powiązane kategorie