Po niebie mojego kraju,
Zbliża się burza.
Zbierają się ciemne chmury,
A wiatr wyje.
Morze jest wzburzone,
A fale rozbijają się o brzeg.
Drzewa się kołyszą,
A liście lecą.
Ludzie uciekają, szukając schronienia,
Ale jest już za późno.
Burza nad nami,
I nie ma ucieczki.
Wiatr jest tak silny,
To burzenie domów.
Deszcz jest tak intensywny,
Zalewa ulice.
Rzeki wylewają się z brzegów,
A pola są pod wodą.
Uprawy są zniszczone,
A bydło tonie.
Ludzie są przerażeni,
I nie wiedzą, co robić.
Wołają o pomoc,
Ale nie ma ratunku.
Burza się nasila,
I to się rozprzestrzenia.
Teraz szaleje w całym kraju,
A końca nie widać.
Mieszkańcy mojego kraju cierpią,
I nie wiedzą, kiedy to się skończy.
Wołają o litość,
Ale ich krzyki pozostają niezauważone.
Burza jest karą od Boga,
Za grzechy naszego ludu.
Odwróciliśmy się od Niego,
A my płacimy tę cenę.
Musimy żałować za nasze grzechy,
I zwróć się do Boga.
Dopiero wtedy burza ustanie,
I znów zaświeci słońce.