Tęsknota głęboko w środku, tak gotowa do złamania,
Nadchodzi czwartek, latarnia morska w nocy,
Nie liczy się nic poza weekendową rozkoszą.
Z każdą godziną oczekiwanie rośnie,
Myśl o wolności od rutyny i nieszczęść,
Już na progu czwartkowego progu niemal czuję smak błogości,
Gdzie troski znikają i pojawia się szczęście.
Weekendowy dźwięk syreny, po prostu nie mogę się oprzeć,
To jak przyciąganie magnesu, radosna schadzka,
Od pierwszego piątkowego uścisku do delikatnego zamknięcia w niedzielę,
Nie liczy się nic poza weekendowym odpoczynkiem.
Niech świat kręci się w swoim gorączkowym wyścigu,
Mam zarezerwowany bilet do spokojnej przestrzeni,
Gdzie czas się rozwiewa, zmartwienia odlatują,
A życie rozwija się w kolorach, och, tak jasnych.
Z czwartkiem jako preludium do tej wielkiej ucieczki,
Będę tańczyć i śmiać się, i pozwolę kształtować się mojemu duchowi,
Nie liczy się nic poza weekendowym dreszczem emocji,
Czwartkowe marzenie, obietnica do spełnienia.