(Chór)
Och, Joe o bawełnianych oczach, skąd przyszedłeś?
Gdzie poszedłeś?
Skąd się wziąłeś, Bawełnooki Joe?
(Zwrotka 1)
Pochodzę z Alabamy z banjo na kolanie
Jadę do Luizjany, moja prawdziwa miłość, żeby zobaczyć
W dniu mojego wyjazdu całą noc padało, pogoda była sucha
Słońce tak gorące, że zamarzłem na śmierć, Zuzanno, nie płacz
(Chór)
Och, Joe o bawełnianych oczach, skąd przyszedłeś?
Gdzie poszedłeś?
Skąd się wziąłeś, Bawełnooki Joe?
(Zwrotka 2)
Przez całą wiosnę w dolinie rosną zielone bzy
Moja prawdziwa miłość czeka, aby bezpiecznie mnie ponieść
By mnie bezpiecznie zanieść do świeżo skoszonego siana
Tarzaj siano, tarzaj się i zwijaj je w bele przez cały dzień
(Chór)
Och, Joe o bawełnianych oczach, skąd przyszedłeś?
Gdzie poszedłeś?
Skąd się wziąłeś, Bawełnooki Joe?
(Zwrotka 3)
Wskoczyłem na kucyka i pojechałem z nim do miasta
Pojechałem główną ulicą, zawróciłem go
Rzucił mnie na grządkę jeżyn i wydrapał mi oczy
Musiałem złapać myszołowa, żeby mnie wyciągnął
(Chór)
Och, Joe o bawełnianych oczach, skąd przyszedłeś?
Gdzie poszedłeś?
Skąd się wziąłeś, Bawełnooki Joe?
(werset 4)
Joe o bawełnianych oczach, przybył do miasta,
Miał stary czerwony płaszcz i nowiutki kapelusz.
Nie miał pieniędzy, nie miał konia,
Nie mógł sobie pozwolić na nic innego, jak tylko na jednookiego kota.
(Chór)
Och, Joe o bawełnianych oczach, skąd przyszedłeś?
Gdzie poszedłeś?
Skąd się wziąłeś, Bawełnianooki Joe?